Moja ulubiona jesienna stylizacja

Moja ulubiona jesienna stylizacja

Jesienna stylizacja musi być przede wszystkim praktyczna, a więc powinna się sprawdzić zarówno gdy świeci słońce i kiedy wieje wiatr. Jesień to również deszczowy okres, a więc gdy gdzieś wychodzimy, warto zabrać ze sobą parasol i ciepłą kurtkę. Ostatnio pogoda płata nam figle i zmienia się dosyć często, jednak mimo wszystko słońca jest i tak sporo. Dlatego w miniony weekend udało mi się stworzyć look, który sprawdzi się w te cieplejsze dni, ale również po doborze odpowiedniego płaszcza, będzie idealny podczas deszczu. 
Tym razem do swoich ulubionych czarnych spodni, założyłam szary ciepły sweterek i bordowe botki. Do całości idealnie sprawdziły się delikatne dodatki: zegarek i bransoletka wykonana z białego metalu. Ta stylizacja jest jedną z moich ulubionych stylizacji podczas jesiennych spacerów. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba. Zostawiam Was ze zdjęciami i czekam na opinie w komentarzach. 
Sweter - Zaful
Spodnie - Gamiss
Buty - CCC
Zegarek - Dresslily
Bransoletka - Etnobazar 

Do następnego!
Krem do rąk Urea Instituto Espanol

Krem do rąk Urea Instituto Espanol

Problem suchych dłoni dotyczy mnie przez cały rok, a jesienią i zimą w szczególności. Bardzo nie lubię gdy skóra na moich dłoniach pęka. Wygląda to nieestetycznie i w dodatku towarzyszy mi wtedy niemiłe uczucie szorstkości. Dlatego moje suche dłonie wymagają codziennej pielęgnacji, czyli odpowiedniego nawilżenia i odżywienia.

Ulubiony krem do rąk? Chyba nigdy takiego nie miałam. Tego typu kosmetyki zużywam "tonami", dlatego do żadnego za bardzo się nie przywiązuję. W zasadzie to ze wszystkich produktów kosmetycznych, najczęściej sięgam właśnie po kremy do rąk. Oczywiście jedne są lepsze, drugie gorsze. Mam kilka swoich typów, jednak żaden z nich nie jest moim faworytem. Dla mnie najważniejsze, żeby nawilżał i wygładzał dłonie. Dzisiaj  przygotowałam dla Was krótką recenzję kremu do rąk Urea Instituto Espanol, który otrzymałam w ramach testów od portalu Ambasadorka Kosmetyczna. Używam go już prawie dwa tygodnie i jestem z niego bardzo zadowolona. 
Krem mieści się w dość prostym, czerwono-białym opakowaniu, które przyznam, że nie do końca jest w moim guście, jednak jest podręczne i zmieści się w praktycznie każdej torebce. Sam produkt ma delikatny i przyjemny zapach. Dość mocno przypomina mi krem Nivea, który bardzo lubię. Jego konsystencja jest bardzo lekka, dzięki czemu świetnie się rozsmarowuje i doskonale wchłania, nie pozostawiając na dłoniach lepkiej warstwy. Krem Urea Instituto Espanol wygładza, koi podrażnienia oraz przynosi ulgę ściągniętej i przesuszonej skórze. Utrzymuje dłonie w doskonałej formie. Jak dla mnie jest on idealny do stosowania codziennego. Myślę, że 75 ml spokojnie wystarczy mi jeszcze na około miesiąc czasu. A więc, jeśli szukacie dobrze wygładzającego kremu do rąk, śmiało mogę Wam polecić krem Urea Instituto Espanol.
Dekoracje - Zaful

Wkrótce na moim blogu będziecie mogli zobaczyć mały przegląd kosmetyków pielęgnacyjnych do rąk. Na pewno jednym z nich będzie właśnie ten krem.

Napiszcie w komentarzach czy macie swoje ulubione produkty do pielęgnacji dłoni. Dajcie też znać czy znacie markę Instituto Espanol, bo ja mam z nią styczność po raz pierwszy. Póki co jestem bardzo zadowolona. 

Do następnego!
Rocznica zaręczyn - weekend w Spa

Rocznica zaręczyn - weekend w Spa

Końcówka października to dla mnie i mojego męża szczególny czas. Dlaczego? 3 lata temu właśnie w tym czasie mój mąż oświadczył mi się w parku obok Hotelu Dębowego w Bielawie. Pamiętam jak dziś jaki był zestresowany, a ja niczego się nie spodziewałam bo byłam pewna, że zabiera mnie na romantyczny weekend z racji moich urodziny, które obchodzę 20 października. Od tamtej chwili co roku świętujemy rocznicę zaręczyn i moje urodziny, odkrywając nowe Hotele Spa. Za każdym razem to dla mnie miła niespodzianka, bo wszystko planuje on sam. Ja tylko wiem, że jedziemy na weekend, ale do samego końca nie wiem gdzie. Z roku na rok, wybór jest coraz lepszy i oboje jesteśmy bardzo zadowoleni. Tym razem mój mąż zaplanował 4-dniową wizytę w SPA w Ustroniu Zdrój. Wybór trafił na 5-gwiazdkowy hotel Belweder. 

Do hotelu wyjechaliśmy w czwartek około godziny 12.00, na miejscu byliśmy już na 15.00, czyli idealnie by rozpocząć dobę hotelową. Jak już wspominałam, do samego końca nie wiedziałam gdzie jedziemy, a po drodze mijaliśmy wiele hoteli, więc za każdym razem zastanawiałam się czy to aby nie tutaj :). Kiedy dojechaliśmy do celu bardzo spodobała mi się okolica. Hotel znajduje się w samym centrum Beskidów, pośrodku gór i lasów. Ponadto jest on jednym z najwyżej położonych hoteli w Ustroniu, dzięki czemu widok z okna na miasto i góry jest naprawdę piękny. 
Co znajdziemy w hotelu Belweder? 
Sam hotel jest bardzo duży, liczy 97 pokoi, przestronne korytarze, strefę Wellness, Spa, restaurację, bar i  klub muzyczny, w którym odbywają się dyskoteki. Pokój, w którym nocowaliśmy to Premium Double / Twin (cena od 231 zł/noc) - komfortowy, przestronny, z balkonem i dużą łazienką wyposażoną w wannę. Niestety trafiło nam się łączone łóżko. Natomiast sam pokój bardzo mi się podobał, zwłaszcza widok z balkonu.
W strefie Wellness znajduję się piękny przeszklony basen, jacuzzi z hydromasażem, dwie łaźnie – sucha i parowa oraz bicze wodne. Spa mieści się na tym samym piętrze co basen, więc spokojnie można czekać na swoje zabiegi, relaksując się wcześniej w basenie. Ja swoje zabiegi miałam w piątek, czyli w swoje urodziny (lepiej być nie mogło). O godzinie 10:30 byłam umówiona na zabieg "zdrowe plecy" - światłoleczniczy Sollux i klasyczny masaż pleców. Całość trwała około 40 minut. Masaż miał na celu odprężenie i zrelaksowanie - tak też się po nim czułam. O godzinie 14:00 miałam kolejne dwa zabiegi: peeling kawitacyjny twarzy (oczyszczenie, złuszczenie skóry i dotlenienie cery) oraz sonoforeza ampułki aktywnej (zabieg polegający na wprowadzeniu w głąb skóry substancji aktywnych indywidualnie dobranych do aktualnych potrzeb skóry). Zdaje sobie sprawę, że zabiegi na twarz trzeba wykonywać co jakiś czas, żeby zobaczyć faktyczne rezultaty. Dla mnie jednak było to czas regeneracji, odprężenia i relaksu, którego bardzo potrzebowałam. W tym dniu wybraliśmy się również na krótki spacer po okolicy, a resztę czasu spędzaliśmy relaksując się w basenie i saunach.
Restauracja i bar
Z reguły gdy wybieramy się na tego typu wyjazdy, zamawiamy pakiet z pełnym wyżywieniem. Tym razem było trochę inaczej - w cenie pobytu mieliśmy doliczone jedynie śniadania. Na początku ten pomysł mi się nie spodobał, bo nie lubię się martwić o to co i gdzie zjemy. Okazało się jednak, że dzięki temu mogliśmy skosztować dań z karty, które były naprawdę dobre.
Jak w większości hoteli, również i tutaj, śniadania serwowane były w formie "stołu szwedzkiego" w godzinach 7:30 - 10:30. Były bardzo dobre, jednak odrobinę monotonne. W zasadzie codziennie rano jadłam to samo.
Obiadokolację, tak jak już wspomniałam, zamawialiśmy sobie sami z karty. I tym oto sposobem mogliśmy skosztować: chrupiących placków ziemniaczanych z sosem z kurek; roladek z cukinii faszerowanych serem ricotta oraz suszonymi pomidorami, serwowane z grzanką ziołową; kurczaka saltimbocca z szynką parmeńską i pomidorkami koktajlowymi w sosie winno-maślanym, serwowane z kaszą kuskus i innych dań. W sumie, dzięki zniżce otrzymanej w recepcji, wyszło dość tanio.
Natomiast z baru korzystaliśmy w sobotę, podczas dyskoteki, która odbywała się w klubie muzycznym.

RESTAURACJA/KLUB MUZYCZNY
STREFA WELLNESS 
SPA
źródło zdjęć - klik 
Ogród obok hotelu 
W piątek przepiękna pogoda sprzyjała spacerom. Dzięki temu mogliśmy pozwiedzać ogród znajdujący się obok hotelu. Dużo zieleni, staw i długie alejki, tym charakteryzuje się otoczenie obiektu.
Hotel Belweder to idealne miejsce na spędzenie romantycznego weekendu we dwoje. Bogata oferta Spa & Wellness pomoże w regeneracji, odprężeniu i zapomnieniu, chociaż na chwilkę, o codziennych sprawach. Taki weekend to świetny prezent nie tylko dla kobiety, ale również dla mężczyzny. Bardzo polecam Wam to miejsce. Sama mam nadzieję, że kiedyś tam wrócimy!

Do następnego! 
Look of the day

Look of the day

Z racji tego, że miniony weekend był naprawdę słoneczny, mogliśmy z mężem spędzić go wspólnie na świeżym powietrzu. Tym oto sposobem całą niedzielę byliśmy poza domem. Uwielbiam takie chwile, pozwalają mi wypocząć i naładować siły na kolejny tydzień.

Dzisiaj zaprezentuję Wam moją ulubioną "niedzielną" stylizację - wygodnie, ale nie sportowo. Tym razem jest to delikatna, błękitna sukienka z dzianiny, do której dobrałam ciekawe dodatki: kwiecistą, rozsuwaną bluzkę, czarne rajstopy typu kabaretki, wygodne botki, kopertówkę i ulubioną biżuterię. Sukienkę zamówiłam kilka tygodni temu w sklepie Answear. Mam wrażenie, że jest ona na mnie trochę za duża, jednak gdy zakładam do niej pasek wygląda całkiem dobrze. Rajstopy były moim "must have". Z pewnością jesienią nie założę ich często do sukienek, ale do spodni już tak. Natomiast szeroka bransoletka była prezentem od męża. Pasuje zarówno do codziennych stylizacji, jak i na większe imprezy! Mam nadzieję, że moja propozycja "look of the day" przypadnie Wam do gustu. Zostawiam Was ze zdjęciami i czekam na opinie w komentarzach. 
Bluzka - Rosegal
Sukienka - Answear
Rajstopy - Gatta 
Buty - CCC
Torebka - Dresslily
Bransoletki - Apart, Etnobazar

Do następnego! 
Pierwszy kominek do aromaterapii i wosk

Pierwszy kominek do aromaterapii i wosk

Jakie macie sposoby na zapewnienie idealnego klimatu podczas chłodnych wieczorów? U mnie to zdecydowanie świeczki, które kojarzą mi się z grubymi skarpetami, herbatką z cytryną i ciepłą aromatyczną kąpielą. Mimo, iż częściej korzystam z prysznica, lubię raz na jakiś czas zrelaksować się przy blasku świeć i zapomnieć o wszystkim dookoła. Też tak macie? W okresie jesienno-zimowym pozwalam sobie na to częściej. Ostatnio nawet postanowiłam urozmaicić jeszcze bardziej ten czas i zamówiłam swój pierwszy kominek do aromaterapii i wosk. Jak się sprawdza?

Kominek zauroczył mnie od samego początku. Jego wzór jest delikatny, nie przesadzony i pięknie prezentuje się na półce w towarzystwie wrzosów. Składa z trzech elementów: podstawki na świeczkę, korpusu i podstawki na wosk. Korpus wykonany jest z precyzyjnie wykończonego drewna, natomiast podstawki z porcelany. Całość tworzy świetną kompozycję.     

O woskach Yankee Candle słyszałam wiele dobrego i w końcu przyszedł ten czas, kiedy i ja mogłam je wypróbować. Przyznam, że do tego rodzaj specyfików mam dość luźne podejście. O ile świeczki uwielbiam, to woski i olejki do kominków mogłyby dla mnie nie istnieć. Mam dość wrażliwy nos, więc intensywne, ciężkie zapachy po prostu mnie przyduszają, przez co nie mogę swobodnie oddychać. Dlatego absolutnie odpada zapalenie świeczki i rozpuszczenie wosku w sypialni kilka minut przed snem. Kilka razy popełniłam już ten błąd i kończyło się to nieprzespaną nocą. Mimo tych doświadczeń postanowiłam wypróbować Riviere Escape. Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa zapachu i trwałości wychwalanych przez wszystkich wosków.
Opakowanie i wygląd
Wosk standardowo zapakowany jest w folię, po otwarciu nieużywaną część należy schować w szczelnym pojemniku (lub folii), aby nie stracił zapachu. Kształtem przypomina małe ciasteczko (niejadalne:), o kolorze błękitnego, czystego nieba. 
Zapach i trwałość 
Szeroki wybór zapachów sprawił, że miałam dość trudny wybór. Z racji tego, że uwielbiam morze i mogłabym "zamieszkać" pośrodku fal, zdecydowałam się na wosk Riviera Escape - zapach morskiej bryzy, śródziemnomorskich kwiatów i ambry, który utrzymuje się przez długi czas w pomieszczeniu. Sam aromat jest bardzo intensywny. Przypomina mi bardziej bukiet kwiatów niż morską bryzę, ale i tak mi się podoba. Odpręża i relaksuje po męczącym dniu, wprowadza do pokoju świeżość i spokój. 

Mimo, iż nie jestem zwolenniczką takich specyfików, lubię co jakiś czas zrelaksować się przy blasku świec i aromatycznym zapachu. Jest to świetny sposób na spędzenie nudnych, jesienno-zimowych wieczorów i pretekst, aby częściej robić domowe SPA. A Wy lubicie woski? Wiem, że niektóre osoby mają wręcz manię na ich punkcie :) Napiszcie w komentarzach jak to jest u Was. 

Do następnego!
Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger