Zimowa stylizacja z delikatnym akcentem na wiosnę

Zimowa stylizacja z delikatnym akcentem na wiosnę

Pogoda za oknem ostatnio nas rozpieszcza pięknym słoneczkiem, oby utrzymała się tak przez długi czas. Dzisiaj przygotowałam dla Was zimową stylizację, do której dołączyłam delikatny, wiosenny akcent w postaci czarnej torebki z kwiatem. Całość to sztruksowa kurtka z białym misiem, ciemna bluzka, jeansy i długie kozaki. Stylizacja ta nie jest odpowiednia na zimne, śnieżne dni, ale jest idealna na przejściowy sezon zimowo-wiosenny, który coraz szybciej się zbliża. Mam nadzieję, że taki look przypadnie Wam do gustu. Dajcie znać w komentarzach. Zostawiam Was ze zdjęciami i życzę wspaniałego weekendu. 
Kurtka - Zaful
Torebka - Zaful

Do następnego! 
Intensywne zapachy od Dermacol

Intensywne zapachy od Dermacol

Parę tygodni temu na spotkaniu blogerek w Ostrowcu Świętokrzyskim otrzymałam dużą "torbę" skarbów kosmetycznych od marki Dermacol. Muszę przyznać, że wcześniej tą firmę znałam jedynie ze słyszenia, ale nigdy nie miałam żadnego kosmetyku od nich, a szkoda. Produkty okazały się być świetne, zwłaszcza fluid i żel pod prysznic, o którym również dzisiaj napisze. Mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli i uda mi się opisać każdy z produktów który otrzymałam, bo jestem nimi po porostu zachwycona. Dzisiaj chcę Wam pokazać 3 kosmetyki, które są ze sobą w pewien sposób połączone. Jak? O tym poniżej. 

Opakowanie: żel mieści się w 250 ml, miękkiej tubie z wygodnym zamknięciem na zatrzask. Całość jest solidnie wykonana i nie ma tu mowy o wylewaniu się produktu. Szata graficzna jest dość kolorowa, jednak nie przesadzona - różowa butelka z grafiką owoców. Na tubie znajdują się podstawowe informacje, jednak nie są one przetłumaczone na język polski (to samo dotyczy innych produktów). Mi to akurat nie przeszkadza, ale na pewno dla nie których osób może być to problem.  
Zapach i konsystencja: zapach jest bardzo "apetyczny" i przypomina mi musujący napój winogronowy Vinea, który zawsze kupujemy będąc na Słowacji (jakiś czas temu był on dostępny w Lidlu - szkoda, że już go nie ma:). Osoby, które nie przepadają za intensywnymi aromatami mogą mieć problem z tym produktem, jest on silny i bardzo słodki. Dla mnie idealny po ciężkim dniu. Konsystencja produktu jest gęsta, dzięki czemu żel fantastycznie się pieni. 
Efekty po zastosowaniu: żel dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej, za to pozostawia odżywioną i zmiękczoną. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest to, że zapach pozostaje na skórze naprawdę długo. Nawet po użyciu balsamu wyczuwalna jest nutka winogrona.   

OLEJEK DO MASAŻU
Opakowanie: olejek znajduje się w wygodnym, 50 ml, szklanym opakowaniu z pompką, dzięki czemu jego aplikacja jest prosta. Całość dodatkowo zapakowana jest w małym kartoniku, który jest w identycznej kolorystyce co żel pod prysznic, o którym wspominałam powyżej.
Zapach i konsystencja: o zapachu chyba już nie muszę wspominać, gdyż jest to produkt z tej samej serii co żel pod prysznic, a więc oba pachną tak samo uroczo. Co do konsystencji nie trudno jest się domyśleć, że jest ona oleista. W przeciwieństwie do innych olejków, ten bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości na skórze.
Działanie: olejek Aroma Ritual przeznaczony jest do masażu ciała. Sama używam go po kąpieli zamiast balsamu do ciała. Według mnie świetnie sprawdza się również do dłoni, a czasem nawet do twarzy. Po aplikacji skóra jest nawilżona, odprężona i gładka. Zastanawiam się jeszcze czy nie wypróbuję go do włosów, jako zabezpieczenie zniszczonych końcówek. Jeśli to zrobię, z pewnością dam znać na Instagramie jak się sprawdził.

KREM DO RĄK

Zapach: zapach oczarował mnie równie bardzo jak w przypadku olejku i żelu pod prysznic. Jest intensywny, słodki, naturalny - dla mnie po prostu fenomenalny. Przypomina mi wiśniowy sok. 
Wydajność: krem do rąk schodzi u mnie "tonami", smaruję dłonie praktycznie po każdym ich myciu, dlatego dla mnie dość istotna jest wydajność. W tym przypadku nie mogę powiedzieć, że jest rewelacyjne, ale też nie jest źle. Za około 10 zł dostajemy 100 ml kremu, który wystarcza na około miesiąc. 
Działanie i konsystencja: krem ma bardzo przyjemną, lekką konsystencję, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na dłoniach. Sprawdza się w praktycznie każdej sytuacji, radząc sobie z najbardziej przesuszoną skórą. Po zastosowaniu skóra jest delikatna i miła w dotyku. 

Domyślacie się już co łączy te trzy kosmetyki? Oczywiście, że niesamowity zapach, który utrzymuje się przez długi czas na skórze. Dajcie znać czy znacie produkty.

Do następnego!
Przegląd wiosennego obuwia

Przegląd wiosennego obuwia


W garderobie każdej kobiety obowiązkowo powinny znaleźć się trzy rzeczy: płaszcz, "mała czarna" i buty na wysokim obcasie (najlepiej w klasycznym czarnym lub czerwonym kolorze). Są to takie części stroju, które pasują niemalże do wszystkiego i sprawdzają się podczas niejednej okazji. Ponadto są bardzo kobiece i dodają pewności siebie. Zgadzacie się?

Dzisiaj przygotowałam dla Was przegląd najciekawszych, moim zdaniem, modeli damskich czółenek na wysokim i niskim obcasie. Mam również dwie rady dla chcących kupować buty przez Internet. Najpierw jednak parę słów o tym czy buty na wysokim obcasie mogą być wygodne.

Buty na wysokim obcasie powodują, że nasza sylwetka sprawia wrażenie smuklejszej, a nogi "nabierają długości". Takie obuwie dodaje nam elegancji, pewności siebie i oczywiście seksapilu. Niestety długie chodzenie w szpilkach jest niejednokrotnie uciążliwe, a nawet bolesne. Zwłaszcza dla kobiet, które nie są przyzwyczajane do tego typu obuwia. Rozwiązaniem mogą być buty na tak zwanym słupku lub na koturnie - są stabilne, a dobrze dopasowane dają komfort chodzenia.

Jeśli jednak w ogóle nie potrafimy chodzić w butach na wysokim obcasie lub po prostu źle się w nich czujemy, nie utrudniajmy sobie życia. Czółenka na płaskim spodzie albo niewielkim obcasie (klocku), odpowiednio dopasowane do stylizacji również mogą wyglądać ciekawie. Tutaj już na pewno mamy gwarancję, że nasz ruch będzie stabilny i nie przemęczymy zbytnio stóp.


Co do fasonu mamy duże pole do popisu. Ostatnio modne jest praktycznie wszystko, a więc możemy stawiać na modele z zaokrąglonym czubkiem lub szpicem. Kolor również możemy dopasować, po mimo tego, że czarny to podstawa. Nie bójmy się eksperymentów!

NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ PODCZAS ZAKUPU OBUWIA PRZEZ INTERNET?
Rozmiar: ile razy już się nacięłaś? Niby Twój rozmiar to 37, a podczas zakupu okazuje się, że jednak 38. Rozmiar rozmiarowi nie równy. Kupując buty przez Internet, zawsze(!) sprawdzajmy długość wkładki - w tym przypadku najlepiej jest zmierzyć długość stopy i porównać z wymiarami dostępnymi na stronie Internetowej. Dobrze jest dodać około 0,5 cm, żeby mieć pewność, że wszystko będzie pasowało.
Sklep: warto przed każdym zakupem poczytać opinie na temat danego sklepu. Może ktoś ze znajomych miał już z nim styczność albo sama już w nim kupowałaś i byłaś zadowolona. Jeśli tak - super! Śmiało zamawiaj. 

Według mnie, są to dwa najistotniejsze punkty, które pomogą nam w zakupie butów online. Jeśli macie pomysły na co jeszcze należy zwracać uwagę, piszcie w komentarzach. Z chęcią przeczytam i może dowiem się czegoś nowego. Poniżej jeszcze pokażę Wam jakie buty sama chciałabym kupić w tym roku. 

MOJE MUST HAVE NA SEZON WIOSENNY? 
źródło zdjęć - klik

1. Szpilki w pastelowych kolorach - od zawsze marzyły mi się szpilki w błękitnym lub różowym kolorze. Takie obuwie wygląda bardzo uroczo z jasnymi spodniami lub jeansami. Jest to moje absolutne must have w tym sezonie. 
2. Szpilki z imitacją skóry węża - w tym roku szykuje mi się parę imprez, Szpilki z imitacją skóry węża wyglądają niezwykle elegancko i pasują zarówno do spodni jak i sukienki. Idealnie sprawdzą się na weselne przyjęcie czy wyjście do pracy. 

Do następnego!
Mój Walentynkowy makijaż

Mój Walentynkowy makijaż

Obchodzicie Walentynki? Mam nadzieję, że przez cały rok(!), a 14 luty to jedynie pretekst do zjedzenia wspólnej kolacji czy wypadku do kina. My w tym roku przełożyliśmy sobie świętowanie o kilka dni wcześniej, a więc jesteśmy już po romantycznej kolacji. Myślę, że wiele osób zrobiło podobnie :)

Dzisiaj mam dla Was mój Walentynkowy makijaż, który wykonałam używając między innymi kosmetyków Eveline, Freedom i Constance Carroll. Z racji tego, że produkty Freedom, których użyłam do makijażu oczu, już Wam pokazywałam, skupię się jedynie na kolorówkach Eveline. Poniżej będziecie mogli przeczytać kilka informacji na temat podkładu, kremowego różu, eyelinera w pisaku i tuszu do rzęs. 

Opakowanie: podkład mieści się w szklanej butelce, która jest delikatnie ozdobiona napisami. Butelka zamykana jest nakrętką, do której przymocowana została pipeta. Dla mnie to mega wygodne rozwiązanie, chyba nawet wolę to od pompki, która często się zacina. Tutaj wiem ile mam podkładu i jaka ilość jest mi potrzebna, aby nałożyć go na twarz. Także dla mnie rewelacja. Całość wygląda bardzo elegancko i gustownie.
Konsystencja i kolor: bardzo spodobała mi się konsystencja podkładu Eveline. Jest płynna i lekka co znacząco ułatwia aplikację. Ponadto nie tworzy efektu maski na skórze i nie robi nieestetycznych plam. Minusem tej konsystencji jest to, że podkład krócej wytrzymuje na twarzy i łatwo się ściera. Można to jednak rozwiązać nakładając na wierzch sypki puder i tak też robię. 
Marka Eveline w swojej ofercie posiada 6 odcieni podkładu Liquid Control HD. Dla siebie wybrałam odcień numer 015 Light Vanilla i muszę przyznać, że "trafiłam w 10". Kolor idealnie pasuje do mojej karnacji, w zasadzie po nałożeniu wtapia się w skórę.
Wydajność: w buteleczce znajduje się 32 ml płynnego fluidu, który jest bardzo wydajny. Kilka kropel wystarcza mi na pokrycie całej twarzy i szyi.
Uzyskane efekty: nie mogę powiedzieć, że podkład idealnie kryje niedoskonałości, ale w końcu od tego jest korektor. Natomiast śmiało mogę stwierdzić, że po aplikacji twarz wygląda bardzo naturalnie, nie ma tu mowy o efekcie maski, na czym zawsze mi zależy. Dodatkowo ten podkład nie obciąża skóry, nie roluje się, a po zastosowaniu skóra przybiera jednolitego koloru i promiennego wyglądu. 

Może mi nie uwierzycie, ale to mój pierwszy w życiu płynny róż do policzków. Nigdy wcześniej nie miałam takiego cuda. Zawsze mój wybór padał na róże w kompakcie lub całkowicie sypkie i w sumie nigdy nie myślałam o tym, że róż w kremie może się dobrze sprawdzić, a tu miłe zaskoczenie. 
Opakowanie: mimo, iż jestem zauroczona tym produktem to opakowanie po prostu mi się nie podoba. Według mnie jest zbyt proste i niepraktyczne. Róż mieści się w sztyfcie, a więc, żeby go nałoży należy przyłożyć sztyft do policzka. Zdecydowanie wolałabym go nakładać palcami, czułabym wtedy nad nim większą kontrolę. 
Konsystencja i kolor: róż jest dość twardy, ale za to kremowy, dzięki czemu łatwo rozprowadza się go po policzkach. Co do koloru - idealnie sprawdzi się dla osób z jasną karnacją. Odcień, który dostałam to cukierkowy róż, który dopełnia delikatny makijaż. 
Wydajność: coś czuje, że z tym kosmetykiem szybko się nie rozstanę. Jest mega wydajny, po kilku aplikacjach nie widzę, żeby w ogóle coś ubyło. 
Uzyskane efekty: róż Eveline pięknie, naturalnie podkreśla policzki, dodając im blasku, a kremowa konsystencja nadaje aksamitnego wykończenia całego makijażu. 

Uwielbiam malować kreskę na powiece, w zasadzie robię to codziennie. Wiadomo raz lepiej, raz gorzej, ale zawsze jest. Nie ukrywam, że moim ulubieńcem jest zwykły, czarny eyeliner z pędzelkiem, który zdecydowanie upraszcza mi makijaż. Kilkukrotnie podchodziłam już do zakupu eyelinera w pisaku, ale zawsze była to totalna klapa. Pisaki mają to do siebie, że są twarde i ciężko nimi namalować precyzyjną kreskę. Tak też jest w przypadku eyelinera w pisaku Eveline. Malowanie kreski tym produktem wychodzi mi dość "topornie", co niestety nie pomaga w wykonaniu makijażu. Duży plus natomiast za mocną pigmentację. Po nałożeniu nie widać, żadnych prześwitów i nie trzeba poprawiać kilkukrotnie kreski. 

Gdy tylko zobaczyłam szczotkę tej maskary, powiedziała "o nie! znów nie do moich rzęs", no i się myliłam :) Maskara Eveline to chyba największe jak do tej pory zaskoczenie. Dlaczego? O tym poniżej. 
Opakowanie: tuszę do rzęs praktycznie wszystkie mieszczą się w takich samych opakowaniach. Różnią się jedynie wielkością, szatą graficzna i kształtem. W tym przypadku opakowanie jest całe złote, ma jedynie niewielkie napisy w kolorze czarnym. Całość wygląda bardzo stylowo i elegancko. 
Szczoteczka: to był mój największy zawód i największe zaskoczenie. Moje rzęsy już tak mają, że radzi sobie z nimi jedynie gruba szczotka z włosiem. W tym przepadku mamy szczoteczkę silikonową, która ku mojemu zdziwieniu dobrze się sprawdziła. Jest perfekcyjnie wyprofilowana, dzięki czemu fantastycznie unosi rzęsy od nasady, aż po same końce.
Uzyskane efekty: szczoteczka świetnie rozdziela rzęsy, a tusz ładnie je podkreśla. Najlepsze jest to, że ta maskara radzi sobie nawet z małymi prostymi włoskami (które nie wiem dlaczego, ale mi odstają:).

Poniżej możecie zobaczyć jak kosmetyki prezentują się na twarzy. Na pierwszym zdjęciu specjalnie nie doklejałam sztucznych rzęs, abyście mogli zobaczyć jak radzi sobie tusz do rzęs i eyeliner Eveline.
Napiszcie czy podoba Wam się mój "cukierkowy" makijaż i czy znacie kosmetyki, które pokazałam w dzisiejszym poście. 

Do następnego!
SheFoot - kojący żel na zmęczone nogi i stopy

SheFoot - kojący żel na zmęczone nogi i stopy

Jak dbacie o stopy zimą? U mnie dość często wygląda to tak, że w tygodniu nie pamiętam o ich pielęgnacji, a w weekend staram się nadrobić wszystkie zabiegi. Nie jest to na pewno dobra praktyka, bo w końcu o stopy należy dbać tak samo jak o resztę naszego ciała. Bardzo ważna jest regularność. Dlatego ostatnio postanowiłam położyć kremy w miejscu, w którym będą rzucały mi się w oczy, tak abym mogła po każdej kąpieli aplikować je na skórę.

Nie mam swoich ulubieńców jeśli chodzi o pielęgnację stóp, ale dzisiaj postanowiłam pokazać Wam żel, który idealnie sprawdzi się wieczorem, gdy po całym dniu pracy mamy ochotę na relaks.

Opakowanie: krem mieści się białej, 100 ml tubce, która ozdobiona jest napisami i rysunkiem w kolorze fuksji. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje: skład, przeznaczenie, sposób użycia. Ogólnie tubka jest trwała i nie ma z nią większych problemów. Dodatkowo całość mieści się w mały kartoniku w tym samym biało-fuksjowym kolorze.

Zapach i konsystencja: żel ma bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach, w którym wyraźnie wyczuwalna jest mięta. Ma dość gęstą konsystencję, a kolorem przypomina śmietankowy budyń. Bezproblemowo rozprowadza się po stopach i dość dobrze się wchłania, ponadto nie pozostawia uczucia lepkości, za to przyjemny chłód w stopy. Według mnie ten produkt to idealne rozwiązanie na gorące, letnie dni.

Przeznaczenie i efekt: zadaniem tego żelu jest chłodzenie, odprężenie i zmniejszenie obrzęków powstałych na stopach. Ja nie mam problemów ze zmęczonymi nogami, ale krem fajnie sprawdza się po całym dniu pracy, fantastycznie relaksując stopy. Dodatkowym atutem tego produktu jest wygładzenie skóry na piętach o czym nie możemy zapominać również zimą!
Ogólnie żel sprawił na mnie pozytywne wrażenie, skóra po aplikacji jest delikatna w dotyku i ładnie pachnie.    
A Wy jak dbacie o stopy zimą? Znacie ten żel?

Moja lista życzeń od GAMISS


Do następnego!
Copyright © 2014 Dyed Blonde , Blogger